Jak zrepolonizować media – wersja “miękka”

 

Repolonizacja mediów budzi wiele negatywnych emocji. Tymczasem repolonizacji rozumianej jako zmiany na rynku medialnym można dokonać w sposób “miękki” a jednocześnie skuteczny.

Repolonizacja mediów może odbywać się na wiele sposobów. Najmniej kontrowersyjne byłoby wzmocnienie pozycji mediów narodowych oraz wsparcie dla nowych, czy już istniejących, rozwijających się projektów medialnych.

Po pierwsze – Media Narodowe.

Repolonizacja mediów powinna oznaczać większe wsparcie dla Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Nie chodzi o jeszcze bardziej spektakularne studia emisyjne ani jeszcze bardziej efektowne rozrywkowe show. Warto zmniejszyć dystans pomiędzy nadawcą państwowym a jego odbiorcą.  Obecna struktura oddziałów Polskiego Radia i Telewizji Polskiej odpowiada mniej więcej liczbie województw. Sama liczba województw jest dyskusyjna i poddawana jest regularnie w wątpliwość, pojawiają się głosy o potrzebie ich zwiększenia (patrz: Województwo środkowopolskie?. Nie o administrację tu jednak chodzi o ale o bliskość mediów narodowych wobec obywatela Polski mniejszych miast i wsi.

Jeżeli spojrzymy na mapę radiową Polski zorientujemy się, że istnieje bardzo wielu nadawców, których zasięgi mniej więcej odpowiadają obszarowi starych, 49 województw a studia radiowe ulokowane są w byłych miastach wojewódzkich. Tymczasem media narodowe hołdują praktyce nadawania jednolitego programu na obszarze całego województwa. Wielkie województwa, takie jak Mazowieckie bardzo trudno objąć jedną anteną radiową, zwłaszcza w oparciu o studio w stolicy. Jest co najmniej kilka dużych miast w Polsce położonych peryferyjnie w stosunku do stolic swoich obecnych województw, w których obecność Polskiego Radia mogłaby mieć duże znaczenie. Zarówno dla rynku medialnego jako całości jak i dla mieszkańców. Polskie Radio z powodzeniem mogłoby otworzyć kilkanaście nowych oddziałów regionalnych. Na pewno ich struktura mogłaby być “lżejsza” od obecnych oddziałów w stolicach województw. Koszt stworzenia tych nowych rozgłośni jest na pewno znaczny, ale dzięki istniejącym już możliwościom jakie daje struktura Polskiego Radia nie jest niewyobrażalny. Skoro udało się uruchomić lokalne rozgłośnie w Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim, nie jest niemożliwe być pokryć siecią mniejszych rozgłośni cały kraj. Lokalne rozgłośnie Polskiego Radia nie musiałby przecież nadawać programu ze swojego studia przez 24 godziny na dobę. Włączone w sieć radiową byłoby obecne swoimi wiadomościami i publicystyką bardzo blisko mieszkańców miasta i okolic, sięgając po materiały produkowane w innych stacjach PR oraz po tematykę wojewódzką z obecnych rozgłośni regionalnych. Z kolei serwisy ogólnopolskie w takich małych rozgłośniach mogłoby być wspólne z Polskim Radiem 24.

Oczywiste wydają się Oddziały PR w Kaliszu, Płocku, Radomiu, Częstochowie, Bielsku-Białej, Toruniu, Tarnowie, Legnicy, Koninie i Przemyślu. W dalszej kolejności  Polskie Radio powinno wkroczyć do nieco mniejszych byłych miast wojewódzkich jak Biała Podlaska, Zamość, Piła, Łomża czy Ostrołęka. Jeżeli dotąd, w spadku po podziale administracyjnym Polski sprzed 1975 r. utrzymywany jest z powodzeniem oddział Polskiego Radia w Koszalinie, to nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dlaczego nie ma go w innych stutysięcznych polskich miastach. Zresztą Koszalin to akurat dobry przykład, ponieważ właśnie tam istnieje podział anteny i mutacja lokalna Radio Słupsk.

Podobne rozwiązanie od dawna i z dobrym skutkiem praktykuje Telewizja Polska w ramach programu TVP3, który posiada pasma regionalne i ogólnopolskie. Ale w strukturze oddziałów TVP jest również brak szczebla lokalnego. Dla mieszkańców wielu regionów pojawienie się na ich ekranie napisu TVP3 [nazwa miasta np. Konin zamiast Poznania czy Elbląg w miejsce Gdańska] byłoby symboliczną zmianą myślenia o tzw. “polskiej prowincji”, nawet gdyby de facto oznaczało to zaledwie godzinę czy dwie programu dziennie produkowanego w ich regionie. Te dwie godziny i napis na ekranie to i tak rzecz dla mieszkańców regionów absolutnie bezcenna.

Po drugie: dlaczego Media Narodowe to tylko radio i telewizja?

Skoro mówimy już o mediach narodowych zastanawiać może dlaczego Państwo Polskie zostawiło sobie prawo do tworzenia państwowego radia i telewizji a całkowicie zrezygnowało z uczestnictwa w rynku prasy i portali internetowych. To ostatnie jest w pewnym stopniu realizowane pośrednio właśnie przez Polskie Radio i Telewizję Polską. Nie jest przypadkiem tworzenie przez Polskie Radio 24 nowego portalu informacyjnego, podobnie jak portal TVP.Info prowadzony przez Samuela Pereirę czy Tygodnik TVP są formatami przede wszystkim do czytania. Mimo ich doskonałej jakości – są one elementem uzupełniającym ofertę nadawcy radiowego i telewizyjnego. Potrzebne byłoby medium skoncentrowane na dotarciu do internauty. Warto rozważyć powołanie spółki Polski Internet i na takiej samej zasadzie jak PR i TVP obarczenie go zadaniem tworzenia internetowych informacji – rzetelnych, edukacyjnych i wolnych od zmory współczesnych portali komercyjnej klikalności. I znów – koszt powołania do życia takiego narodowego portalu jest stosunkowo niewielki – największym kosztem jest zebranie dobrych dziennikarzy. Dużo większym wydatkiem byłoby uruchomienie drukowanego dziennika.

Mam świadomość, że zwiększenie obecności państwa w mediach może budzić kontrowersje i wspomnienia czasów PRL. Nie ma jednak żadnego uzasadnienia, dlaczego państwo może mieć telewizję i radio a prasy to już nie? Zresztą nie chodzi o wiele różnych tytułów, tylko raczej jeden, dostępny dziennika informacyjnego, który w jakimś stopniu mógłby wypełnić lukę w komunikacji do tych, którzy przywiązani są do lektury papierowej lub nie potrafią odnaleźć się w wirtualnym świecie. Dlaczego taki tytuł nie mógłby powstać? Skoro nie boimy się obecności mediów narodowych w eterze, dlaczego tytuł papierowy czy też portal internetowy miałby być jakimś problemem?

Po trzecie: wsparcie dla mediów niezależnych

Budowa mediów narodowych i sprowadzenie ich bliżej widza, słuchacza i czytelnika to oczywiście nie koniec. Nie chodzi przecież o uzyskanie monopolu informacyjnego Państwa, tylko uzyskanie równowagi kapitałowej na rynku. Kolejnym elementem mógłby być program Polskie Media+ czyli realne, finansowe wsparcie dla podmiotów medialnych, start-upów jak i tych, które chcą przekroczyć kolejny poziom w medialnym biznesie. Program ten stanowiłby o równowadze na rynku, wobec rozbudowywanych mediów państwowych. Dzisiaj taki program działa z wielkimi ograniczeniami – Państwo subsydiuje kilka specjalistycznych tytułów z zakresu szeroko pojętej kultury w ramach budzętu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie twierdzę, że to nie ma sensu, ale znając wąski zasięg subsydiowanych mediów, wolałbym by Państwo wspierało w sposób sensowny prasę lokalną – niejako wywierając presję, by w niej podejmować również ambitne tematy kulturalne. Takim narzędziem może być właśnie program wsparcia dla nowych podmiotów medialnych i przede wszystkim mediów lokalnych, zarówno internetowych jak i papierowych, które dzisiaj w większości gmin i powiatów są powoływane i utrzymywane przez samorząd. W praktyce oznacza, że w większości są to biuletyny poświęcone PR-owi lokalnego burmistrza, wójta czy starosty, które z dziennikarstwem mają dość mało wspólnego.

Być może w tym przypadku zasadne byłoby włączenie w program Polskie Media+ samorządów i określenia sposobu ich udziału w rynku medialnym. Nie ma wątpliwości, że samorząd ma również realne zapotrzebowanie na rzetelną informację i skuteczne dotarcie z nią do obywatela. Jednocześnie PR-owe apetyty władz lokalnych można w jakiś sposób poskromić. Skoro ustawa o radiofonii przewiduje nawet udział procentowy muzyki polskiej na antenie radiowej, to analogiczne rozwiązanie (dotyczące tematyki kulturalnej, społecznej itp.) można przełożyć na prasę i to co znajduje się pomiędzy okładkami w przypadku zaangażowania finansów publicznych we wsparcie dla danego tytułu.

Zarówno rozbudowa mediów narodowych jak i wsparcie dla nowych i rozwijających się podmiotów prywatnych zmieniłoby w sposób znaczny krajobraz medialny Polski bez wkraczania na konfliktową ścieżkę regulacji prawnych ograniczających działalnie zagranicznych koncernów.

 

Agencja Informacyjna

Miłosz Manasterski, Redaktor Naczelny Agencji Informacyjnej